Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - Tam gdzie �yj� Heechowie


    Ukrywaj�c si� za granic� Schwarzschilda w j�drze Galaktyki Heechowie doskonale wiedzieli, �e nie b�dzie �atwych sposob�w wymiany informacji mi�dzy ich wystraszonymi duszami, a olbrzymim wszech�wiatem na zewn�trz. Ale nie o�mielili si� ca�kiem pozbawi� si� wie�ci stamt�d.
    Rozpostarli wi�c sie� ma�ych gwiazdek dooko�a czarnej dziury. By�y one do�� daleko, by pot�ne promieniowanie nap�ywaj�ce do czarnej dziury nie zak��ca�o dzia�ania ich obwod�w i by�o ich wystarczaj�co du�o, by w przypadku awarii lub zniszczenia jednej z nich, a nawet stu, pozosta�e mog�y odbiera� i rejestrowa� dane z ich szpiegowskich stacji wczesnego ostrzegania rozmieszczonych po ca�ej galaktyce. Heechowie uciekli, by si� ukry�, ale zostawili liczne oczy i uszy.
    Od czasu do czasu jaki� �mia�ek wymyka� si� wi�c z j�dra, by dowiedzie� si�, co oczy widzia�y a uszy s�ysza�y. Gdy Kapitana i jego za�og� wys�ano w celu poszukiwania b��dz�cej gwiazdy, polecono im ponadto sprawdzi� monitory. Na pok�adzie statku by�o ich pi�cioro - pi�cioro �ywych. Niew�tpliwie osobnikiem, kt�rym Kapitan najbardziej si� interesowa�, by�a smuk�a, blada samica o b�yszcz�cej sk�rze, imieniem Dwakro�. Wed�ug standard�w Kapitana by�a absolutn� pi�kno�ci�. By�a r�wnie� seksowna - niezawodnie, co roku - a ta chwila, jak oceni�, zn�w by�a coraz bli�ej!
    Ale jeszcze nie teraz, modli� si� w duchu Kapitan. O to samo modli�a si� Dwakro�, gdy� przedostanie si� przez granic� Schwarzschilda by�o ci�kim zadaniem. Nawet na statku zbudowanym wy��cznie do tego celu. Istnia�y jeszcze inne otwieracze do konserw - jeden z nich skrad� Wan - ale wykonywa�y swe zadanie w ograniczonym zakresie. Statek Wana nie m�g� przetrwa� wej�cia pod horyzont zdarze� - m�g� jedynie wsun�� tam jak�� cz��.
    Statek Kapitana by� wi�kszy i silniejszy. Mimo to pe�ne wstrz�s�w, podskakiwania i innych tortur przej�cie przez horyzont zdarze� rzuca�o Kapitanem, Dwakro� i czterema innymi cz�onkami za�ogi w ich uprz�ach zabezpieczaj�cych mocno i bole�nie; diamentowo l�ni�cy korkoci�g wyrzuca� wielkie, ciche iskry promieniowania zalewaj�ce ca�� kabin�; �wiat�o razi�o ich w oczy, gwa�towne wstrz�sy przyprawia�y o siniaki; trwa�o to przez jaki� czas. Przez godzin� albo d�u�ej subiektywnego czasu za�ogi, kt�ry by� przedziwn�, zmienn� mieszanin� normalnego up�ywu czasu ca�ego kosmosu i spowolnionego tempa up�ywu czasu panuj�cego w czarnej dziurze.
    Wreszcie przedarli si� do spokojnego miejsca. Potworne ko�ysanie usta�o. O�lepiaj�ce �wiat�a zgas�y. Przed nimi l�ni�a Galaktyka, aksamitna kopu�a �mietanki, zjasnymi, l�ni�cymi gwiazdami, gdy� byli wci�� zbyt blisko centrum by zobaczy� zdarzaj�ce si� tu i �wdzie plamy czerni.
    - Dzi�ki niech b�d� zbiorowym umys�om - rzek� Kapitan i u�miechn�� si� wype�zaj�c ze swej uprz�y - a gdy si� u�miecha�, wygl�da� jak czaszka u�ywana przez studenta medycyny - Chyba si� nam uda�o! - Za�oga posz�a za jego przyk�adem, wypl�tuj�c si� z uprz�y, beztrosko paplaj�c o tym i owym. Gdy wstali i rozpocz�li proces zbierania danych, ko�cista d�o� Kapitana si�gn�a po r�k� Dwakro�. By�a to okazja do �wi�towania - tak �wi�towali kapitanowie statk�w wielorybniczych z Nantucket, gdy op�yn�li Przyl�dek Horn, podobnie jak pionierzy w krytych p��tnem wozach zaczynali swobodnie oddycha�, kiedy zje�d�ali w d� po zboczach g�r w stron� ziemi obiecanej Oregonu czy Kalifornii. Przemoc i zagro�enie nadal istnia�y. B�d� musieli prze�y� to wszystko jeszcze raz wracaj�c. Teraz jednak przynajmniej przez tydzie� b�d� mogli zrelaksowa� si� i zbiera� dane; to b�dzie przyjemna cz�� ca�ej ekspedycji.
    A przynajmniej mia�a taka by�.
    Mia�a taka by�, ale tak si� nie sta�o; kiedy tylko Kapitan zabezpieczy� statek, a oficer imieniem Bucik otworzy� kana�y komunikacyjne, wszystkie sensory na tablicy zab�ysn�y fioletem. Tysi�ce automatycznych stacji orbituj�cych wie�ci�y wielkie nowiny! Wa�ne nowiny - z�e nowiny, i wszystkie bazy danych rozwrzeszcza�y si� zalewaj�c ich z�ymi wiadomo�ciami.
    Po�r�d Heech�w zapad�o spowodowane wstrz�sem milczenie. Wreszcie szkolenie pomog�o im przezwyci�y� pe�ne zaskoczenia przera�enie, a kabin� statku Heech�w wype�ni� wir dzia�ania. Odbieranie i grupowanie, analizowanie i por�wnywanie. Komunikaty zacz�y si� pi�trzy�. Obraz zacz�� nabiera� kszta�t�w.
    Ostatnia ekspedycja zbieraj�ca dane by�a tu zaledwie par� tygodni wcze�niej wed�ug pe�zaj�cego wolno czasu centralnej czarnej dziury - we wszech�wiecie na zewn�trz w tym czasie przegalopowa�y dziesi�ciolecia. Je�li nawet, to nie by�o tak du�o czasu! Nie na skal� kosmiczn�!
    A mimo to ca�y �wiat wygl�da� inaczej.
    
    P: - Co jest gorsze od niespe�nionej prognozy?
    O: - Prognoza, kt�ra spe�nia si� wcze�niej ni� zak�adano.
    

    Heechowie �yli w przekonaniu, �e w Galaktyce pojawi si� obdarzone inteligencj� i korzystaj�ce z technologii �ycie. Zidentyfikowali ponad tuzin zamieszka�ych �wiat�w - nie tylko zamieszka�ych, lecz wykazuj�cych perspektyw� inteligencji. Dla ka�dego z nich opracowali plan.
    Niekt�re z tych plan�w zawiod�y. By� sobie gatunek w�ochatych czworonog�w na wilgotnej, ch�odnej planecie po�o�onej tak blisko mg�awicy Oriona, �e jej po�wiata wype�nia�a niebo, szybkie ma�e stworzenia o �apach zr�cznych jak u szopa pracza i oczach lemura. Heechowie uwa�ali, �e pewnego dnia odkryj� narz�dzia, ogie�, upraw� roli, miasta, technik� oraz podr�e kosmiczne. Tak si� te� sta�o, lecz u�yli ich do zatrucia swej planety i zdziesi�tkowania w�asnej rasy. By�a jeszcze inna rasa: oddychaj�ce amoniakiem istoty o sze�ciu segmentowanych ko�czynach, bardzo obiecuj�ca, niestety, �yj�ca za blisko gwiazdy, kt�ra sta�a si� supernow�. Taki by� kres oddychaj�cych amoniakiem. By�y te� zimne, powolne, przymulone istoty, kt�re zajmowa�y specjalne miejsce w historii Heech�w. To one przynios�y straszne nowiny, kt�re sk�oni�y Heech�w do ucieczki i to samo ju� wystarczy�o, by sta�y si� czym� szczeg�lnym. Co wi�cej, nie by�y jedynie obiecuj�ce, lecz w istocie by�y ju� inteligentne; nie tylko inteligentne, ale cywilizowane! Uda�o im si� tak�e posi��� technik�. Niestety, okaza�y si� nietrafnym zak�adem w galaktycznej ruletce, gdy� ich spowolniony metabolizm by� zbyt wolny, by mog�y konkurowa� z cieplejszymi, szybszymi rasami.
    Kt�rego� jednak dnia, kt�ra� rasa si�gnie do gwiazd i przetrwa. Przynajmniej tak� nadziej� mieli Heechowie.
    Heechowie tak�e si� tego bali, gdy� planuj�c swoj� ucieczk� doskonale wiedzieli, �e rasa, kt�ra mo�e ich dogoni�, mo�e ich tak�e prze�cign��. Jakim cudem jednak taka szansa pojawi�a si� tak szybko? Min�o wszak dopiero sze��dziesi�t lat od ich ostatniej inspekcji!
    Oto oddalone monitory orbituj�ce wok� planety Wenus ujawni�y tam dwunogi sapiens, kopi�ce w opuszczonych tunelach Heech�w, badaj�ce sw�j ma�y uk�ad s�oneczny w statkach kosmicznych zasilanych paliwem chemicznym. Oczywi�cie �a�o�nie prymitywnych. Ale obiecuj�cych. Za sto czy dwie�cie lat, s�dzili Heechowie, w najgorszym razie czterysta lub pi��set, prawdopodobnie znajd� asteroid Gateway. A za kolejne sto czy dwie�cie lat mo�e zaczn� rozumie� t� technik�...
    A tu wszystko sta�o si� tak szybko! Istoty ludzkie znalaz�y asteroid Gateway, Fabryk� Po�ywienia - olbrzymi, daleki habitat, u�ywany kiedy� przez Heech�w do przetrzymywania okaz�w najbardziej w�wczas obiecuj�cej rasy na Ziemi, australopitek�w. Wszystko wpad�o w r�ce ludzi, a to jeszcze wcale nie by� koniec nowin.
    Za�oga Kapitana by�a dobrze wyszkolona. Kiedy przyj�to dane i przefiltrowano je przez zbiorowe umys�y, uj�to w formie tabeli i podsumowano, specjali�ci przygotowali raporty. Nawigatorem by� Bia�y Szum. Jego zadaniem by�o ustalenie pozycji wszystkich zg�oszonych �r�de� i aktualizacja archiwum lokalizatora statku. Bucik by� oficerem komunikacyjnym, najbardziej zaj�tym z nich wszystkich - mo�e z wyj�tkiem Kundlicy, integratorki, kt�ra biega�a od jednej tablicy do drugiej, szepcz�c co� do zbiorowych umys��w, podpowiadaj�c testy krzy�owe i korelacje. Ani Wybuch, specjalista od przebijania czarnych dziur, ani sama Dwakro�, kt�rej zadaniem by�o zdalne sterowanie podporz�dkowanymi urz�dzeniami, nie byli chwilowo potrzebni, wi�c zast�powali innych, podobnie jak Kapitan, kt�ry czeka� na po��czone raporty, a �ebrowane mi�nie na jego twarzy wi�y si� jak w�e.
    
    Mamy do czynienia z pewn� niejasno�ci�, kt�r� powinienem wyja�ni�. Robinette (podobnie jak reszta ludzkiej rasy) nazywa� te istoty Heechami. Rzecz jasna, oni sami tak siebie nie nazywali, podobnie jak rdzenna ludno�� Ameryki nie nazywa�a si� Indianami, a plemiona afryka�skie m�wi�ce j�zykami Khoi-san nie u�ywa�y okre�le� "Hotentoci" czy "Buszmeni". W rzeczywisto�ci Heechowie okre�lali si� jako inteligentni. Ale to niczego nie dowodzi. Podobnie jak nazwanie przez ludzi swojego gatunku Homo sapiens.
    

    Kundlica uwielbia�a swojego Kapitana, wi�c najpierw podsuwa�a mu te najmniej przera�aj�ce.
    Po pierwsze, faktem by�o, �e ludzie odnale�li statki na Gateway i korzystali z nich. C�, w tym akurat nie by�o nic z�ego! To by�a cz�� planu, cho� nieco ich zak�opota�o, �e sta�o si� to tak szybko.
    Po drugie, faktem by�o, �e ludzie odnale�li Fabryk� Po�ywienia i artefakt, kt�ry nazywali Niebem Heech�w.
    To by�y stare komunikaty, licz�ce sobie teraz dziesi�tki lat. Tak�e niepokoj�ce - do�� niepokoj�ce, gdy� Niebo Heech�w zosta�o stworzone, by uwi�zi� wszelkie statki, jakie tam cumowa�y, za� zaistnienie kontaktu w obu kierunkach oznacza�o, �e parweniuszewskie dwunogi nieoczekiwanie bardzo si� wycwani�y.
    Po trzecie, by� komunikat od za�ogi �aglowca, i to on spowodowa�, �e �ci�gna na twarzy Kapitana zacz�y wi� si� szybciej. Znalezienie statku w przestrzeni oko�os�onecznej to jedno - ale znalezienie go w przestrzeni mi�dzygwiezdnej jest niepokoj�co imponuj�ce.
    Po czwarte...
    Czwartym punktem by�a dokonana przez Bia�y Szum prezentacja po�o�enia wszystkich znanych statk�w Heech�w, z kt�rych obecnie korzystali ludzie, i kiedy Kapitan to zobaczy�, a� zapiszcza� z w�ciek�o�ci i przera�enia.
    - Wykre�l mi to z uwzgl�dnieniem stref zakazanych! - rozkaza�. Wkr�tce wszystkie wachlarze znalaz�y si� na swoich miejscach i pokaza�y si� obrazy ��czone, za� �ci�gna na twarzy Kapitana dr�a�y, jak tr�cane struny harfy.
    - Oni eksploruj� czarne dziury - powiedzia� cienkim g�osem.
    Bia�y Szum skin�� g�ow�.
    - Nie tylko - rzek�. - Na niekt�rych statkach znajduj� si� zak��cacze porz�dku. Mog� je spenetrowa�. A intergratorka Kundlica doda�a:
    - I wydaje si�, �e rozumiej� znaki oznaczaj�ce niebezpiecze�stwa.
    Po przekazaniu raport�w reszta za�ogi uprzejmie czeka�a. To by� teraz problem Kapitana. Mieli wielk� nadziej�, �e b�dzie on w stanie sobie z tym poradzi�.
    Samica imieniem Dwakro� nie by�a zakochana w Kapitanie, gdy� jeszcze nie nadesz�a w�a�ciwa pora, ale wiedzia�a, �e to wkr�tce nast�pi. Do�� szybko. Najprawdopodobniej w ci�gu najbli�szych paru dni. Do zmartwie� spowodowanych zadziwiaj�cymi i przera�aj�cymi nowinami dosz�a jeszcze jej troska o Kapitana. To on trzyma� palec mi�dzy drzwiami. Cho� jeszcze nie nadesz�a w�a�ciwa pora, wyci�gn�a szczup�� r�k� i po�o�y�a j� na d�oni Kapitana. Kapitan by� tak pogr��ony w my�lach, �e nawet tego nie zauwa�y�, ale poklepa� j� z roztargnieniem.
    Bucik wyda� z siebie d�wi�k przypominaj�cy wci�ganie powietrza, kt�ry u Heech�w by� odpowiednikiem chrz�kni�cia, i zapyta�: - Czy chce pan teraz nawi�za� kontakt z umys�ami zbiorowymi?
    - Nie teraz - sykn�� Kapitan, tr�c swoj� klatk� piersiow� woln� r�k�. Wyda� zgrzytaj�cy odg�os, kt�ry zabrzmia� g�o�no w ciszy kabiny. Tak naprawd�, to Kapitan chcia� wr�ci� do czarnej dziury w j�drze Galaktyki i zaci�gn�� gwiazdy za sob�. To nie by�o jednak mo�liwe. Nast�pn� kusz�c� opcj� by� powr�t do tego samego bezpiecznego, przyjaznego j�dra Galaktyki i przekazanie wszystkiego wy�szym w�adzom. Nast�pnie wy�sze w�adze podj�yby decyzje. Mog�y one wi�za� si� z post�powaniem zalecanym przez zbiorowe umys�y przodk�w, kt�rzy ch�tnie by si� wtr�cili w bieg wydarze�. Mog�y zadecydowa�, co z tym zrobi� - je�li to mo�liwe, wysy�aj�c jakiego� innego kapitana Heech�w z za�og� to tego okropnego miejsca, gdzie czas p�yn�� szybko, aby wykona� ich rozkazy. To by�a realna opcja, lecz Kapitan by� zbyt dobrze wyszkolony, by pozwoli� sobie na takie �atwe wyj�cie z sytuacji. By� sam na scenie. Zatem by� kim�, kto powinien szybko zareagowa� jako pierwszy. Gdyby jego reakcja by�a nieprawid�owa - c�, szkoda biednego Kapitana! Mia�oby to pewne konsekwencje. W najlepszym razie odsuni�to by go od wszystkiego, cho� co� takiego nast�powa�o wy��cznie przy mniejszych przewinieniach. Przy powa�niejszej nast�powa�o co�, co by�o odpowiednikiem kopa w g�r� - a Kapitan nie pali� si� specjalnie, �eby do��czy� do pot�nego zbiorowiska przechowywanych umys��w, kt�re nale�a�y do jego przodk�w.
    Sykn�� ze zmartwienia i podj�� decyzj�.
    - Poinformuj zbiorowe umys�y - rozkaza�.
    - Tylko poinformowa�? Nie b�dziemy prosili o zalecenia? - zapyta� Bucik.
    - Tylko poinformowa� - rzek� zdecydowanie Kapitan. - Przygotowa� kapsu�� penetruj�c� i przes�a� kopi� wszystkich danych. - To by�o skierowane do Dwakro�, kt�ra pu�ci�a jego d�o� i rozpocz�a czynno�ci polegaj�ce na aktywacji i programowaniu ma�ego pojazdu przenosz�cego wiadomo�ci. A wreszcie zwr�ci� si� do Bia�ego Szuma - Ustawi� kurs statku na punkt przej�cia �aglowca.
    Heechowie nie mieli w zwyczaju salutowa� po otrzymaniu rozkazu. Nie mieli r�wnie� w zwyczaju k��ci� si� o rozkazy, wi�c to, co zrobi� Bia�y Szum, jest doskona�ym dowodem na to, jakie zamieszanie panowa�o na statku, a mianowicie zapyta�:
    - Czy jest pan pewien, �e tak w�a�nie powinni�my post�pi�?
    - Wykona� - odpar� Kapitan, wzruszaj�c ramionami z irytacj�.
    W rzeczywisto�ci nie by�o to wzruszenie ramionami, a szybkie, gwa�towne �ci�gni�cie jego twardego, kulistego brzucha. Dwakro� odkry�a, �e patrzy z zachwytem na t� urocz� ma�� wypuk�o�� i na to, jak twarde, d�ugie sznury �ci�gien biegn�ce od ramienia do nadgarstka stercz� z ramienia. Gdyby je obj��, palce prawie by si� zetkn�y! Nagle zda�a sobie spraw�, �e czas jej mi�o�ci mia� nast�pi� szybciej, ni� s�dzi�a. Co za niedogodno��! Kapitan b�dzie r�wnie zak�opotany jak ona, gdy� mieli plany na specjalne p�tora dnia. Dwakro� otworzy�a usta, by mu o tym powiedzie�, po czym od razu je zamkn�a. Nie by�o czasu, �eby mu zawraca� tym g�ow�; by� blisko zako�czenia procesu my�lowego, kt�ry sprawi�, �e jego czo�o wygl�da�o na o�ebrowane, a twarz by�a zmarszczona i zacz�� wydawa� rozkazy.
    Kapitan mia� mn�stwo �rodk�w, jakich m�g� u�y�. Ponad tysi�c sprytnie schowanych artefakt�w Heech�w rozrzucono po ca�ej Galaktyce. Nie tych, kt�re pr�dzej czy p�niej mia�y by� znalezione, jak Gateway; by�y one ukryte w ten spos�b, �e nadano im wygl�d zewn�trzny ma�o obiecuj�cych asteroid�w na niedost�pnych orbitach lub w�r�d gwiazd albo te� w skupiskach innych obiekt�w, jak roje py�u czy chmury gaz�w.
    - Dwakro� - poleci� Kapitan nie patrz�c na ni� - prosz� aktywowa� statek dowodzenia. Spotkamy si� z nim w punkcie, gdzie znajduje si� �aglowiec.
    By�a zmieszana - zauwa�y� to. By�o mu przykro, lecz nie by� zaskoczony - je�li ju� o tym wspomnie�, sam by� zmieszany! Wr�ci� na stanowisko dow�dcy i opu�ci� swe ko�ci miednicy na siedzenie w kszta�cie litery Y, z jego sakw� systemu podtrzymywania �ycia wpasowuj�c� si� dok�adnie w tworzony przeze� k�t.
    U�wiadomi� sobie, �e jego oficer komunikacyjny stoi przed nim ze zmartwionym wyrazem twarzy.
    - Tak, Buciku? O co chodzi?
    Mi�nie Bucika skurczy�y si� z szacunkiem.
    - A.... - wyj�ka�. - Oni... Asasyni... Kapitan poczu� elektryczny wstrz�s strachu.
    - Asasyni?
    - S�dz�, �e istnieje niebezpiecze�stwo zaniepokojenia ich - rzek� Bucik ponuro. - Aborygeni rozmawiaj� przez radio z zerow� pr�dko�ci�.
    - Rozmawiaj�? Masz na my�li przesy�anie komunikat�w? O kim ty m�wisz, na zbiorowe umys�y! - wykrzykn�� Kapitan, zn�w wyskakuj�c z fotela. - Chcesz mi powiedzie�, �e aborygeni przesy�aj� komunikaty na galaktyczne dystanse?
    Bucik zwiesi� g�ow�.
    - Obawiam si�, �e tak, Kapitanie. - Oczywi�cie, jeszcze nie wiem, co m�wi�, ale ilo�� transmisji jest znaczna.
    Kapitan potrz�sn�� s�abo nadgarstkami na znak, �e nie chce tego wi�cej s�ucha�. Przesy�anie komunikat�w! Przez ca�� Galaktyk�! Gdzie ka�dy mo�e to us�ysze�! Gdzie, co gorsza, mog� to us�ysze� pewne istoty, w przypadku kt�rych Heechowie mieli nadziej�, �e pozostan� nie niepokojone. I mog� zareagowa�.
    - Przygotujcie z umys�ami macierze przek�ad�w -wyda� rozkaz i zmartwiony powr�ci� na swoje miejsce.
    Ta misja by�a pechowa. Kapitan nie mia� ju� nadziei na bezczynny, wype�niony przyjemno�ciami rejs, czy nawet na satysfakcj� z dobrze wykonanych drobnych zada�. W jego umy�le pojawi�o si� pytanie: czy b�dzie w stanie przetrwa� najbli�szych par� dni?
    Wkr�tce mieli przesi��� si� do statku dowodzenia, najszybszego pojazdu Heech�w, o kszta�cie rekina, wype�nionego zdobyczami techniki. W�wczas jego mo�liwo�ci zwi�ksz� si�. Statek ten by� nie tylko wi�kszy ni� ma�y statek penetracyjny; mia� tak�e na pok�adzie wiele urz�dze�, w kt�re nie by�a wyposa�ona ich ma�a jednostka. TNP. Urz�dzenia do wycinania otwor�w, podobne do tych, kt�rych ich przodkowie u�ywali do wiercenia tuneli w asteroidzie Gateway i kr�liczych nor na Wenus. Urz�dzenie s�u��ce do si�gania do wn�trza czarnej dziury, za pomoc� kt�rego mo�na zobaczy�, co mo�na z nich wyci�gn�� - a� zadr�a�. Zbiorowe umys�y przodk�w, prosz� was, �eby�my tylko nie musieli u�y� akurat tego! Ale b�dzie je mia�. I b�dzie mia� tysi�c innych u�ytecznych element�w wyposa�enia...
    Zak�adaj�c, �e statek nadal dzia�a i �e spotkaj� go w ustalonym punkcie.
    Pozostawione przez Heech�w artefakty by�y pot�ne, mocne i wytrzyma�e. Gdyby wyeliminowa� wypadki, by�y tak skonstruowane, by przetrwa�y przynajmniej dziesi�� milion�w lat.
    Ale nie da si� wyeliminowa� wszystkich mo�liwych wypadk�w. Supernowa w pobli�u, nieprawid�owo dzia�aj�ca cz��, nawet szansa na zderzenie z jakim� innym obiektem - mo�na zabezpieczy� artefakty prawie przed ka�dym zagro�eniem, ale w skali astronomicznej niesko�czono�ci "prawie ka�de" oznacza "troch� wi�cej ni� �adne".
    A je�li oka�e si�, �e statek dowodzenia zawiedzie? A je�li nie b�dzie �adnego innego, kt�ry Dwakro� mog�aby namierzy� i �ci�gn�� do punktu spotkania?
    Kapitan pozwoli� depresji ws�czy� si� w sw�j umys�. Zbyt wiele by�o tych "je�li". A stawienie czo�a konsekwencjom ka�dego z nich mog�o by� zbyt nieprzyjemne.
    �ycie w depresji nie by�o niczym dziwnym dla Kapitana czy jakiegokolwiek innego Heecha. Mieli ku temu powody.
    Kiedy Wielka Armia Napoleona czo�ga�a si� spod Moskwy, jej wrogami by�y ma�e, dokuczliwe oddzia�y konne, rosyjska zima i rozpacz.
    Kiedy hitlerowski Wehrmacht powt�rzy� t� wypraw� trzyna�cie dekad p�niej, g��wnymi zagro�eniami by�y radzieckie czo�gi i artyleria, rosyjska zima - i r�wnie� rozpacz. Wycofywa� si� w nieco lepszym stanie i zadaj�c wi�cej strat wrogom. Ale rozpaczy nie by�o tam ani mniej, ani wi�cej.
    
    Heechowie w do�� wczesnej fazie rozwoju techniki opanowali umiej�tno�� przechowywania inteligencji zmar�ych lub umieraj�cych Heech�w w systemach nieorganicznych. Tak w�a�nie zostali utrwaleni Zmarli, kt�rzy dotrzymywali towarzystwa Wanowi, i w�a�nie zastosowanie tej technologii doprowadzi�o do powstania firmy Robina: �ycie Po �mierci. Dla Heech�w (je�li m�g�bym pokusi� si� o niezale�n� opini�) m�g� to by� b��d. Poniewa� mogli korzysta� z martwych umys��w swoich przodk�w w celu przechowywania i przetwarzania danych, nie mieli wielkich osi�gni�� w dziedzinie autentycznych system�w sztucznej inteligencji, obdarzonych znacznie wi�kszymi mo�liwo�ciami i elastyczno�ci�. Takich jak - no c� -ja sam.
    

    Ka�dy odwr�t jest czym� w rodzaju konduktu pogrzebowego, a tu nieboszczykiem by�a pewno�� siebie. Heechowie byli absolutnie pewni, �e podbij� galaktyk�. Kiedy odkryli, �e musz� przegra� i rozpocz�li sw�j wielki, rozci�gni�ty od gwiazdy do gwiazdy, odwr�t do j�dra galaktyki, ogrom ich pora�ki by� znacznie wi�kszy, ni� jakakolwiek pora�ka znana ludziom, a rozpacz przesyca�a ich dusze.
    Heechowie grali w niezmiernie skomplikowan� gr�. Mo�na nazwa� ich dru�yn� sportow�, cho� niewielu graczy w og�le wiedzia�o, �e nale�� do dru�yny. Strategie by�y ograniczone, lecz ostateczny cel rozgrywki by� pewny. Je�li zdo�aj� przetrwa� jako rasa, wygraj�.
    Tyle figur przemieszcza�o si� wszak�e na tej szachownicy! A Heechowie mieli tak niewielk� kontrol�.
    Mogli rozpocz�� parti�. Potem jednak, je�li wtr�cali si� bezpo�rednio, nara�ali si� na niebezpiecze�stwo. Dzia�o si� tak wtedy, gdy gra stawa�a si� ryzykowna.
    Teraz nadszed� czas na ruch Kapitana i zdawa� on sobie spraw� z ryzyka, na jakie si� nara�a�. M�g� okaza� si� tym graczem, kt�ry przegra� parti� w imieniu ca�ej rasy Heech�w, raz na zawsze.
    Jego pierwszym zadaniem by�o zachowanie kryj�wki Heech�w mo�liwie jak najd�u�ej, co oznacza�o, �e nale�y co� zrobi� z za�og� �aglowca.
    By�o to najmniejsze zmartwienie, gdy� dopiero drugie z jego zada� naprawd� si� liczy�o. Skradziony statek mia� na pok�adzie sprz�t, kt�ry by� w stanie przebi� si� nawet przez otoczk� czarnej dziury, w kt�rej skryli si� Heechowie. Nie mo�na by�o przedosta� si� do �rodka, ale da�o si� tam zajrze� i to nie by�o dobre. Co gorsza, za pomoc� tego samego sprz�tu mo�na by�o spenetrowa� prawie ka�d� nieci�g�o�� zdarze�, nawet tak�, do kt�rej nie o�mielali si� wchodzi� sami Heechowie. A zw�aszcza jedn� - modlili si�, by nie dosz�o do jej przebicia, gdy� za ni� ukrywa�o si� co�, czego bali si� najbardziej.
    Kapitan siedzia� wi�c przy sterach statku, a l�ni�ca chmura krzemian�w otaczaj�ca j�dro Galaktyki rozp�ywa�a si� za nimi. Tymczasem Dwakro� zacz�a przejawia� oznaki napi�cia, kt�re wkr�tce wystawi j� na ci�ka, pr�b�; tymczasem zimne, powolne istoty z �aglowca pe�z�y przez swe d�ugie, powolne �ycie; tymczasem jedyny statek z za�og� ludzk�, kt�ry m�g� co� z tym zrobi�, zbli�a� si� do kolejnej czarnej dziury... A pozostali gracze na wielkiej szachownicy, Audee Walthers i Janie Yee-xing, obserwowali, jak ich stosik �eton�w powoli topnieje, gdy czekaj� na swoj� prywatn� rozgrywk�.



Strona g��wna     Indeks